Friday, February 8, 2008

Życie po chińsku ... ponownie w najbardziej nie oczekiwanym momencie życie spłatało mi figla i przewróciło wszystko do góry nogami. / w stosunku do Polski i Dani chodzę do góry nogami /

Wrzesień / Październik 07

Po 2 miesiącach dyskusji i pertraktacjach udało sie w końcu meżowi podpisać kontrakt z nowa firma. Szczęśliwie doleciał do Singapuru a nie do Korei .Tam chcieli go wysłać na przekór tego, że w kontrakcie pisze czarno na białym SINGAPORE (nie ma to jak porządek w kadrach ) mąż poszukuje mieszkania z pośrednikiem a ja w necie. W końcu po ponownych konfrontacjach z firma i zgodzie na wyższe opłaty mieszkaniowe udaje się nam wspólnie znaleźć mieszkanie w przyzwoitym kompleksie. Jadę do Polski kończyć remont mieszkania i walczyć w urzędach z polska biurokracja.

Listopad 07

Stres, stres i jeszcze raz stres. Pakuje po raz nie wiem który rzeczy do Singapuru. Mogę zapakować tylko co najbardziej będzie nam potrzebne przez najbliższe 5 lat. Mam do dyspoyzcji kontener pojemności 5 kubików a ja potrzebuję 15 !! Wydaje mi sie, że wszystko mi sie przyda !! W końcu przyjeżdża firma transportowa i zabiera te najbardziej potrzebne manele. Miedzy szałem pakowania wykańczam nadal dom. Udaje mi sie po ściągnąć znajomych rzemieślników ocieplić wreszcie strych, przygotować ogród do zimy oraz skończyć tysiąc innych drobiazgów w środku domu. Wyjazd do Polski. Krążę między szpitalem w Zdunowie gdzie mama leży po operacji kolana a urzędami w Szczecinie. Przyjeżdża siostra więc mogę wracać do Dani. Mam 1 dzień na spakowanie walizki, ustalenie ostatnich spraw z sąsiadami. 27 listopada ląduje na lotnisku w Singapurze. Gorąco, duszno istna sauna a przecież jest tu zima. Nie mam bladego pojęcia jak wytrzymam latem. Na razie nie myślę o tym. 30.11 idziemy na imprezę firmową. Tu przekonuje sie, że najważniejszm punktem każdej imprezy jest losowanie nagród.

Grudzień 07

Nadal przechodzę okres aklimatyzacji, nadal nie mogę spać po nocach. Urządzam mieszkanie, zawieram znajomości. Kupuje różne meble itp. Szczęśliwie sąsiadka dunka mieszkająca tu prawie dwa lata podpowiada mi wiele praktycznych rzeczy. Pod koniec grudnia maja przywieźć nasze manatki. Święta będą nie typowe bez śniegu bez rodziny. 3 dni przed przywiezieniem naszych manatków mąż wpada na genialny pomysł i zaprasza na obiad 3 Polaków z firmy współpracującej z jego firma. Zapowiadam mu, że może sobie zapraszać kogo chce ale obiadu nie będzie bo nie mam garów i piekarnik nie działa!! Nie myślę juz o świętach bez piekarnika, nie mam sił . Dzień przed wizyta udaje mi sie kupić jakieś gary i żarcie. Będzie meksykańskie jedzenie. Jak nie będzie im smakować to nie będą jedli , mówi sie trudno. Święta postanawiamy z zaproszonymi gośćmi spędzić w pobliskiej brazylijskiej restauracji.

Wigilia w restauracji przypominają bardziej Sylwestra niż wigilie. Na każdym krzesełku leżała paczuszka i kapelusz. Kolacje wigilijna zjedliśmy w akompaniamencie gwizdków, piszczałek i innego hałaśliwego ustrojstwa/zawartość paczuszki/. Sylwester spędziliśmy w Traders Hotel ze znajomi norwegami w akompamencie wyjącej muzyki. Pocieszam sie, ze następne święta będę normalne nie po chińsku !! Marzy mi się barszcz z uszkami, serniczek i makowiec . mmmmmmm

Styczeń 08

Przypominam sobie o przyjacielu z czasów szkolnych. Po paru dniach udaje mi się odszukać uobuza. NA SZCZĘŚCIE mieszka nadal w Singapurze.

Sąsiadka wyciąga mnie na kurs gliniarstwa. Raz w tygodniu siedzę i bawię sie glina tworząc rożne arcydzieła nie przypominające niczym tego czym miały być . Zamiast wazonu wyszedł mi półmisek !!! Ale skoro maja być artystyczne to niech będzie miska zamiast wazonu. Nawiązuje kontakt w skarbem ( tak sobie zażyczył aby go nazywać :D a skoro sobie życzy niech ma, obiecał mi polska kiełbasę ze swojego zamrażalnika hihii ) Skarb odwiedza nas w domu i odchodzę do wniosku, że mimo tylu lat nic a nic nie wydoroślał. Jest tak samo szalony jak był w liceum. Oddycham z ulga, ze nie zramolał i nie zdziczał. W mieście szal przygotowań do Nowego Chińskiego Roku. Wychodzi, że będę obchodzić Nowy Rok podwójnie. Skoro postarzałam sie o 7 godzin ( różnica czasu ) to mogę sie odmłodzić o miesiąc i obchodzić Nowy Rok 6 lutego a nie 1 stycznia !!

Odkrywam stronke w necie stronke Nasza klasa. Odnajduje tam znajomych z czasow szkolnych. Duzo refleksji, wspomnień i emocji.

Luty 08

Spotkanie ze skarbem i o zgrozo skarbik stwierdza, że mam subtelnego męża !! Idziemy do restauracji skarbika znajomych rodowitych chińczyków. Skarbik zamawia jedzenie po chińsku a ja nic nie rozumiejąc zastanawiam sie jakie robaczki nam podadzą!! Ku mojemu zdziwieniu i uciesze podano zjadliwe jedzonko, moje ulubione dumpligs i sałatkę z tartych ziemniaków ( cudo ). Na koniec na stół wjechała ryba w śmieciach ( ryba w wywarze różnych dziwnych warzyw i kawałków chilli) Jemy rybę, śmieci zostawiamy. Skarbik po szarmancku serwuje wyjaśnia i objaśnia. Jednym słowem Wersal. Po sutym posiłku udajemy sie zwiedzać dzielnice chińską Chinatown. Tysiące ludzie, stragany ze wszystkim i z niczym. Skarbik kupuje rożne dziwne specjały w postaci surówki z zielonego mango, kandyzowanych owoców i słodyczy z kokosowych wiórek smażonych na parze. Mamy to na polecenie skarbika skonsumować po powrocie do domu.O zgrozo chyba dożyje jutrzejszego dnia!!

Nowy Rok Chiński. mąż wpada na kolejny genialny pomysł. Chce sie dusić w masie milionów ludzi w Chinatown !!! Kategorycznie mowie NIE ! To istne szaleństwo a ja jeszcze jestem przy zdrowych zmysłach. W końcu daje sie przekonać do pozostania w domu.

Na drugi dzień wybieramy sie do Esplanade Park oglądać obchody powitania Nowego Roku Szczura.