Friday, June 6, 2008
Al-Kaida dokonała zamachu na ambasadę Danii w Pakistanie
Bomba wybuchła przed duńską placówką w Islamabadzie w poniedziałek rano.
Al-Kaida zamieściła w internecie komunikat, w którym przyznaje się do odpowiedzialności za zamach. Podpisany pod oświadczeniem szef siatki w Afganistanie, Mustafa Abu al-Jazid, wyjaśnił, że zamach zorganizowano, ponieważ Dania nie przeprosiła za publikację karykatur proroka.
W oświadczeniu napisano, że zamachowcy postąpili zgodnie ze zobowiązaniem zemsty, złożonym przez bin Ladena.
Autentyczność oświadczenia nie została jak dotąd zweryfikowana.
Jeszcze w kwietniu uważany za człowieka numer 2 w Al-Kaidzie Ajman az-Zawahiri wzywał do ataków na duńskie cele w odpowiedzi na przedruk obraźliwych dla muzułmanów rysunków.
Na początku tego roku duńskie gazety przedrukowały karykaturę Mahometa, przedstawiającą go z bombą w turbanie. Była to demonstracja wolności prasy, a także gest solidarności z autorem ilustracji po tym, jak policja ujawniła plany jego zabójstwa.
Natomiast po raz pierwszy 12 różnych karykatur opublikował duński dziennik "Jyllands-Posten" w 2005 roku. Ilustracje przedrukowały następnie gazety w wielu krajach, co w państwach islamskich spowodowało wielkie, często gwałtowne protesty; zginęło w nich - jak się ocenia - ok. 150 ludzi. (pmm)
Pakistan/ Zamach przed ambasadą Danii - 8 zabitych

Islamabad (PAP/AFP,AP,Reuters) - Co najmniej osiem osób zginęło, a 30 zostało rannych w poniedziałek w zamachu bombowym przed ambasadą Danii w stolicy Pakistanu, Islamabadzie - podała pakistańska telewizja i policja.
Inne źródła mówią o co najmniej czterech ofiarach śmiertelnych.
Według sił bezpieczeństwa Pakistanu wśród zabitych nie ma cudzoziemców.
Na wiadomość o wybuchu zwołano nadzwyczajne posiedzenie duńskiego rządu. Szef MSZ Per Stig Moeller potępił atak i określił go jako "nie do przyjęcia".
Ładunek wybuchowy umieszczony został w zaparkowanym w pobliżu placówki samochodzie. Eksplozja zniszczyła bramę ambasady i ogrodzenie oraz kilka samochodów. Na ulicy, gdzie nastąpił wybuch, powstał lej o głębokości około metra.
W związku z zamachem o czasowym zamknięciu swojej ambasady w Islamabadzie zdecydowała Norwegia - podało norweskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych.
Od przedruku karykatur proroka Mahometa przez duńską prasę w lutym tego roku służby wywiadowcze Danii ostrzegały przez "poważnym" zagrożeniem terrorystycznym. Z tego powodu zredukowano personel m.in. w ambasadzie w Islamabadzie. Pod koniec kwietnia z kolei ewakuowani zostali pracownicy placówek Danii w stolicach Algierii i Afganistanu. (PAP)
Saturday, April 19, 2008
Kwiecien 2008-04-19
Po pełnej miłych i mniej miłych przygód wizycie w Polsce wróciłam do domku w Dani. W końcu mam ciepło, zero śniegu i mrozu. No i mam prąd .
Po raz pierwszy od wielu lat będąc w Szczecinie miałam czas dla siebie, czas na spotkania ze znajomymi i przyjaciółmi. Był to czas pełen wspomnień , emocji i refleksji. Dziękuje wszystkim, którzy znaleźli w swoim zagonionym życiu czas na spotkanie ze mną. Dziękuje za zdjęcia , listy, wspomnienia dzięki , którym zrozumiałam i przypomniałam sobie wiele faktów.
W domu i w ogrodzie mnóstwo pracy. Do końca miesiąca trzeba się rozliczyć z podatków. Zawsze to robił subtelny maż, bo ja nic z tego nie rozumie i nie chce zrozumieć. Zbyt zawikłane :P
Poza tym w każdym przykładnym małżeństwie musi być podział obowiązków.
Po kilku daniach poszukiwania papierków, czytania rożnych instrukcji, porad itp udało mi się zebrać wszystko do kupy. Zobaczymy jakie będą efekty w maju jak mi rozliczenie przyślą hi hi.
Na dworze słoneczko 15 stopni wiec spędzam większość czasu na porządkach w ogrodzie i spacerach po plaży ( bo taka jedna olerka ciągle na mnie krzyczy, ze nie dbam o siebie )
Saturday, April 12, 2008
www.supportdenmark.com

SUPPORT DANISH NEWSPAPER JYLLANDS POSTEN
30 września 2005 roku Duńska gazeta Jyllands-Posten opublikowała 12 obrazków przedstawiających proroka Mahometa. Muzułmanie podnieśli falę protestów i dwóch rysowników otrzymało groźby pozbawienia życia - obecnie muszą się ukrywać. Islamskie organizacje żądały przeprosin od Duńskiego rządu a incydent zamienił się w konflikt dyplomatyczny na skalę światową. OIC (Organizacja Konferencji Islamskich), Rada Europy oraz ONZ wszyscy skrytykowali Danię za brak podjęcia kroków przeciwko gazecie. Premier Danii Anders Fogh Rasmussen bronił Danii informując że wolność słowa i prasy jest wartością konstytucyjną i rząd nie jest członkiem sporu - któtego bezprawnośc orzec może jedynie sąd (sąd jednak odrzucił żądanie muzułmanów). Teraz muzułmanie w krajach islamskich palą Duńskie flagi i bojkotują Duńskie produkty. Wiele krajów muzułmańskich wycofało ambasadorów z Danii a biura UE w strefie gazy zostały zaatakowane przez uzbrojonych bandytów.
100 kg złota dla zabójcy
100 kg złota będzie nagrodą dla mordercy duńskich karykaturzystów, których rysunki przedstawiające proroka Mahometa wywołały na całym świecie rozruchy i zamieszki.Oburzającą nagrodę obiecał członek rządzącej rady Talibów, Mullah Dadullah. Kolejne 5 kg cennego kruszcu obiecał on za zabicie każdego duńskiego, norweskiego lub niemieckiego żołnierza.
12 duńskich rysowników – twórców karykatur – bojąc się o własne życie korzysta z całodobowej ochrony policyjnej.
Dziś eurodeputowani stwierdzili podczas debaty, że Arabowie nie mają prawa domagać się, by europejskie rządy wpływały na wolność słowa, nawet jeśli chodzi o krytykę religii. Posłowie Parlamentu Europejskiego w ostrych słowach wypowiedzieli się także na temat realcji świata muzułmańskiego na opublikowanie karykatur.
Rysunki mozna obejrzec tu :
http://www.juelsbo.dk/muhammed/frihed.htm
http://www.juelsbo.dk/muhammed/muhammed.htm
Thursday, March 27, 2008
Paulo Coelho
Weronika postanawia umrzeć - fragmenty
- Myśli i tak powrócą, ale postarajcie się je odsunąć. Macie do wyboru: albo panować nad swoim umysłem, albo pozwolić, by on zapanował nad nami. Doświadczyliście już drugiej ewentualności - pozwalaliście się ponieść lękom, nerwom, niepewnościom, bo każdy człowiek posiada skłonność do autodestrukcji.
Nie mylcie jednak obłędu z utratą kontroli. Pamiętajcie, że wedle tradycji sufi, mistrza - Nasrudina - nazywa się szaleńcem. I to właśnie dlatego, że uchodzi za osobnika niespełna rozumu, może mówić to, co myśli i robić to, na co ma ochotę. Podobnie było z błaznami na średniowiecznych dworach - mogli ostrzegać króla przed niebezpieczeństwami, o których ministrowie nie śmieli nawet pisnąć, z obawy przed utratą swych stanowisk.
Tacy powinniście być i wy. Bądźcie szaleni, ale zachowujcie się jak normalni ludzie. Podejmijcie ryzyko bycia odmiennymi, ale nauczcie się to robić, nie zwracając na siebie uwagi. A teraz skupcie się na tej róży i pozwólcie, by objawiło się wasze prawdziwe Ja.
- Co to jest prawdziwe Ja? - wtrąciła Weronika w pół słowa. Wszyscy zapewne wiedzieli, ale nie dbała o to, przestała wyrzucać sobie, że przeszkadza innym. Mężczyzna wydawał się zaskoczony tym, że mu przerwała, lecz odpowiedział: - To, kim jesteś, a nie to, co z ciebie zrobiono.
Saturday, March 22, 2008
Wesolych Swiat.

Radosn
zd
ha
re
sp
Na czas przezywa
Zy
wi
Sluzba Zdrowia w Polsce czyli wybacz mi, ze choruje.
W srode okazuje sie, ze potrzebuje specalisty. Nie wiem skad go wytrzasnac wiec dzwonie do znajomej lekarki : Kochanie potrzebuje specjalisty na teraz !! siedzisz w swiecie lekarskim musisz kogos dobrego znac !! W sluchawce odpowiedz: sekunde, zaraz sie dowiem, sekunde, daj pomyslec, a po chwili slysze : pisz numer !! Zapisuje poslusznie numer i slucham tlumaczenia, ze to numer komorki do znajomej, ktora nazywa sie M. K. Mam do niej dzwonic i przekazac, ze dzwonie od mojej rozmowczyni i chce sie umowic z jej mezem. Jak przykazano tak robie. Dzwonie do znajomej, tlumacze skad mam numer , dlaczego dzwonie i dostaje numer komorki do meza oraz polecenie iz mam dzwonic teraz, natychmiast bo on nie operuje wiec odbierze na pewno. Dzwonie do meza, przedstawiam sie i mowie, ze chce sie umowic. Na to slysze : A czy my sie znamy? Wyjasniam o zonie, o przyjaciolce itp. Po wyjasnieniach slysze: hymm w takim razie prosze przyjsc dzisiaj o 20 pod taki i taki adres. Wieczorem o umowionej godzinie jade pod wskazany adres i widze : prywatna klinika o calkiem innej specjalizacji niz mi potrzebna. Ja potrzebuje specjalisty od babskich spraw a nie dentysty !!! Wchodze do srodka i pytam pani w recepcji o pana doktora K. ( podaje nazwisko zony) Pani zdziwiona stwierdza, ze nie zna takiego pana doktora, wyjasniam specjalizacje, Pani twierdzi : owszem przyjmuje tu taki specjalista ale o innym nazwisku. Cudem mi wpada pomysl do glowy sprawdzenia nr na komorke, ktory sie zgadza z tym co pani w recepcji ma. Okazuje sie, ze pan doktor K. jest panem doktorem S. Na listosc boska skad mam wiedziec, ze zona ma inne nazwisko niz maz !!!!! Po 2 godzinach czekania i po konsultacji dostaje wiadomosc, ze mam sie stawic na badania nastepnego dnia w szpitalu. Z badan wynika, ze musza wykonac maly zabieg wiec musze sie polozyc do szpitala na 1 dzien i to juz jutro. W piatek o 8.00 rano cala w nerwach zjawiam sie w izbie przyjec. Po 10 min wychyla sie harpia zza drzwi i dziwnym glosem zaprasza do srodka. Wchodze i odrazu slysze od oburzonej harpi wymowki jak ja to smiem w Wielki Piatek sobie miec kaprysy i przylazic do szpitala na jakies zabiegi !!! Harpia wrednie podczas wywiadu i wypisywania karty pacjeta co chwile daje mi do zrozumienia jaka ja to podla i beszczelna jestem. Nie wiem co bym pani harpi zrobila pewnie jakies kuku gdyby nie nerwy przed zabiegiem i szok spowodowany wygladem szpitala. ( gorzej jak 20 lat temu, obdrapane sciany , wiekowe meble jednym slowem tragednia !!!) Zaczely mi sie przypominac sceny z MISIA !!! Pani szatniarka dala mi druciany wieszak i worek. Nastepnie sucho poinformowala glosem szefa szpitala co i jak mam zrobic, na koniec gestem wreczajacego nagrody Oskara wreczyla mi pokwitownie. Harpia nadal obrazona zaprowadzila mnie na odzial.
Po calej ceremoni wpisania mnie na oddzial zostaje zaprowadzona do sali przez Harpie. W sali 3 lozka , jedno zajete przez mloda dziewczyne. Harpia syczy do mnie : PROSZE SOBIE WYBRAC , KTORE LOZKO PANI CHCE ( znow mi sie Mis przypomnial) . Szybko wybieram lozko ( chyba jeszcze z przed I wojny swiatowej) i pobywam sie Harpi. Do zabiegu mam co najmniej 2 godziny wiec wlaczam I Pod’a i zasluchuje sie w muzyce. O 9.05 pokazuje sie usmiechnieta krzywo mordka pana w zielonym kitlu, ktory zwraca sie do dziewczyny i mowi : Zapraszamy. Dziewcze znika z zielonym kitelkiem i pojawia sie spowrotem po 20 min w stanie pol przytomnym. Zostaje ulokowana w lozku i zasypia. Po 10 min zielony kitelek pojawia sie ponownie i tym razem usmiechajac sie do mnie mowi tak jak by mnie zapraszal na kawe : Zapraszamy teraz pania. Hymm chyba sie pomylili jeszcze nie ma 11 !! Wlaze do pokoju obok i doslownie wlosy staja mi debem na glowie , krew przestaje plynac w zylach. W pokoju zabiegowym 8 osob, aparatura przedpotopowa, na podlodze w koncie zakrwiawiona cerata ( nie sprzatnieta po ostatnim zabiegu). Mam jedna mysl w glowie : Uciekac natychmiast !! Nogi mam jak z olowiu i zielony kitelek blokuje mi droge do drzwi. W oddali slysze jakis glos : prosze zdjac szlafroczek i sie polozyc. Czuje sie jak marionetka, oglupiala do reszty wykonuje polecenia. Ledwo sie polozylam a tu caaaap zostaje zlapana za reke przez drugi zielony kitelek, ktory z pasja klepie mnie po dloni. Z umiechem na twarzy zielony kitelek informuje mnie : poklepie aby zylka byla wieksza, a teraz bedzie lekkie ukucie. Z bolu podskakuje i sycze , na to kitelek z umiechem : oj tak boli ? To nie bede sie wkuwac do konca. Teraz damy takie fajne lekarstwo. W tym samym czasie nad glowa pierwszy zielony kitelek glosno stwierdza : olera zapomnielismy sie zapytac pacjentki czy nie ma kolczyka w jezyku i ruchomych protez. Chce powiedziec, ze nic z tych rzeczy nie posiadam ale ogarnia mnie blogosc i zasypiam. Budze sie z tego koszmaru juz na sali w lozku. Nie pamietam zupelnie jak sie tam znalazam. Dziewcze na lozku obok informuje, ze mnie przywiezli i spalam jakies 10 min. Mam bol glowy,boli mnie reka, chce mi sie pic i nic nie wiem. Nie wiem czy mam spac czy nie, nie wiem czy moge wstac czy nie, nie wiem czy moge pic czy nie. Wiem jedno BOLI mnie okropnie reka w ktora mam wbita igle. Rozgladam sie za dzwonkiem – ale nie ma nic w zasiegu reku. Pytam dziewcze obok czy moze ona ma, okazuje sie, ze tez nie. Tak wiec lezymy 2 godziny az pojawia sie pielegniarka i niewinnie pyta : no jak sie panie czuja? Wstawaly juz panie ? Odpowiadam jak tylko slodko potrafie ( bo mnie w srodku cos telepie) Pewnie bysmy juz dawno wstaly gdyby laskawie nas ktos poinformowal , ze mozemy. Oburzona pigula: NO jak to przeciez mowilam zaraz po zabiegu i wyszla wielce obrazona. Olera, po zabiegu to ja jeszcze baranki liczylam ! Pigula mi zwiala nie mam jak poprosic o usuniecie tej wstretnej igly. Dobrze, mozna wstawac to wstalam i polazlam do dyzurki aby mi wyjely igle bo mnie reka bolala coraz bardziej. Uslyszalam wyklad na temat ciala obcego , ktore znajduje sie umieszczone w ciele ludzkim wiec ma prawo bolec i zostalam odeslana do lozka. Po godzinie prawie wyjac z bolu polazlam znow i zapowiedzialam, ze jak mi nie wyjma to sama wyjme. Chyba poskutkowalo bo mi wyjely i stwierdzily slodko : no, zakrzywiona ta igla ,to nie dziwne, ze pania bolalo. Ulga po wyjeciu igly podzialala lagodzaco na mnie wiec pozwolilam sobie nie skomentowac piguly, szpitala i opieki nad chorym. Minelo 6 godzin od zabiegu. W ciagu tych 6 godzin raz pigula zajrzala do sali przynoszac wypisy ze szpitala i slodko pytajac jak sie czujemy. Zaden lekarz sie nie pofatygowal. Leze poraz 3 do dyzurki pigul i pytam kiedy moge isc do domu, kiedy lekarz sie pokaze . Slysze odpowiedz : kiedy pani sobie tylko zyczy. Pan doktor jest tylko pod telefonem. Nie namyslajac sie dluzej jak 10 sek odpowiedzialam: Zycze sobie juz teraz, dziekuje , wesolych swiat i wrocilam na sale. Zadzwonilam do syna,zanim podjechal zdarzylam zejsc do Pani Szatniarki z MISIA i sie przebrac. Po powrocie do domu spalam do rana nastepnego dnia z nadzieja, ze sie obudze i to wszytsko bylo tylko jedym wielkim koszmarnym snem.
Welcome home.
Nadszedl czas mojego wyjazdu do Europy i pozegnania Singapuru na 4 miesiace. Na samolot zdarzylam cudem ze wzgledu na ogromny ruch i korek na drodze. Jak zwykle samolot mial opoznienie i czas w Bangkoku wyraznie mi sie skrocil do zakupow w blyskawicznym tempie oraz zmiane samolotu. Do Kopenhagi dolecialam z niewielkim opoznieniem. Za oknem samolotu ukazal mi sie znajomy widok czyli deszcz, mgla i szaruga. Zjechalam na dol po odbior bagazu. Na monitorze pokazalo mi czas oczekiwania - 19 min. Mimo super obslugi w czasie lotu bylam wysuszona jak wior. Po 14 godzinach lotu nie myslalam o niczym innym jak o butelce wody. Zauwazylam automat ale stwierdzilam, ze nie mam monet. Udalam sie do sklepu i grzecznie zwracam sie do pani za lada : Czy mozesz byc tak mila i rozmienic mi 50 koron na drobne abym mogla kupic sobie wode z automatu? Pani spoglada na mnie wrogo i mowi : NIE! donosnym, tonem gleboko urazonej jasnie pani. Wzrokiem i tonem glosu daje mi do zrozumienia jakim intruzem jestem, jak to beszczelnie bez sumienia i serca smiem jej przerywac poranne pogaduszki z kolezanka...
Do domku dojechalam podziwiajac zmiany jakie zaszly przez ostatnie miesiace. Autostrada prawie na wykonczeniu, obok osiedle domkow w pelnej budowie. W domu kosz pelen poczty, brak netu, brak cieplej wody i cieknace WC. No coz to Dania nie Singapur trzeba samemu pokasac rekawy i dzialac.
Pozostal internet, dzwonie do firmy gdzie mialam ostatnio abonament, pytam jak szybko moga mi podlaczyc ponownie sygnal i slysze odpowiedz : ZA 2 TYGODNIE. Malo z krzesla nie spadlam, tlumacze pani, ze mam wszystko podlaczone itp potrzebny tylko technik aby podjechal i przed domem w skrzynce podlaczyl kabelek ktory 3 miesiace wczesniej odlaczyl !!! Pani uparcie twierdzi, ze jest kolejka i musze 2 tyg odczekac. W myslach kaze pani pocalowac sie w nos i odkladam sluchawke. Dzwonie do drugiej firmy Tdc i znow slysze 2 tygodnie. Zaczynam sie zastanowiac gdzie ja sie znajduje w Dani czy w jakis kraju 4 swiata !!! Dzwonie do ziecia : Mow mi natychmiast gdzie u kogo moge zamowic neta na wczoraj !!! Ziec mi podpowiada , tlumaczy wiec nie wiele myslac udaje sie do centrum handlowego. NA SZCZESCIE udalo mi sie podlaczyc akumulator w aucie . Cud, ze akumulator sie nie rozladowal ! W sklepie firmowym TDC okazuje sie, ze moga mi podlaczyc net na drugi dzien. Pytam chlopaka za lada : dasz mi to na pismie:? Dasz mi gwarancje, ze jutro na 100% ? Chlopak patrzy na mnie jak na wariatke, oczka mu sie coraz wieksze robia. Spiesze wiec z wyjasnieniem jak mnie to poinformowano telefonicznie o 2 tyg oczekiwania w tej wlasnie firmie. Chlopak robi jeszcze bardziej zdziwiona mine i patrzy jeszcze bardziej podejrzliwie. Zaczynam sie bac, ze mu cos sie stanie a szkoda by go bylo wkoncu mi neta obiecal na drugi dzien. Na spokojnie wyjasniam ponownie, chlopak dochodzi do siebie uffff, dostaje do reki paczke z ustrojstwem i potwierdzenie, ze do 10 rano nastepnego dnia mam miec sygnal.
Pare dni pozniej udaje sie do Szczecina. Na granicy niemiecko-polskiej niespodzianka : brak kontroli paszportowej ! W Szczecinie zimno i mokro brrrrrrr. Zaczyna coraz badziej brakowac mi sloneczka i ciepelka. Nadal budze sie o 4 nad ranem i przestawiam na europejski czas. Weekend spedzam w Kolobrzegu. Przepiekna nadmorska miejscowosc uzdrowiskowa. Mozna tam sie kurowac i odmladzac. Na kuracje nie bylo zbyt wiele czasu ale odmlodnialam o .... lat. Tam tez zimno i mokro chociaz w ciagu 2 dni przez pare godzin swiecilo sloneczko. Spacer po promenadzie, smazona rybka, mile spotkania.... i czas na powrot do Szczecina.
W Szczecinie stres przedswiateczny i SNIEG !!! Zastanawiam sie skad wykombinowac choinke bo wyglada, ze bedzie Boze Narodzenie a nie Wielkanoc. Ostatecznie zamiast bombek mozna pisanki na choince powiesic.
We wtorek wieczorem spotkanie po latach z kolezankami i kolegami z liceum. Przemily wieczor pelen wrazen i wspomnien.
Friday, March 7, 2008
Wszystkiego najlepszego
Sunday, February 24, 2008
Singapore
Singapur to jedno z najmniejszych państw świata. Nazwa Singapur pochodzi od dwóch sanskryckich słów: singa (lew) i pura (miasto), stąd niekiedy stosowana nazwa Miasto Lwa. „Miasto Lwa”położone na południowym krańcu Półwyspu Malajskiego to miasto należące do najczystszych i najbezpieczniejszych miast na świecie.

To miasto-państwo jest przykładem doskonale zorganizowanej i funkcjonującej metropolii pełnej zaskakujących kontrastów. Krajobraz zdominowany jest przez gigantyczne wieżowce ze stali, szkła i betonu. Przebogata oferta towarowa nowoczesnych centrów handlowych kusi turystów, niezliczone restauracje serwują specjały miejscowej kuchni. Tradycyjne dzielnice to : chińska, indyjska i arabska, gdzie czas zatrzymał się w miejscu i gdzie wszystkie tradycje pielęgnowane są do chwili obecnej.
Jednak to wielonarodowe państwo ma do zaoferowania znacznie więcej: największy na świecie rezerwat ptaków, ogrody botaniczne oraz najróżniejsze rozrywkowe parki tematyczne z wieloma atrakcjami.

Ze względu na niewielką powierzchnię i bardzo gęste zaludnienie, każdy skrawek ziemi jest w tym kraju na wagę złota, stąd też przeważają tu nowoczesne drapacze chmur. Myli się jednak ten, kto uważa, że na tym kończy się architektura Singapuru. Bo chociaż szklane wieżowce dominują w ogólnym "obrazku" miasta (głównie za sprawą wysokości), to nie brak tu pięknych ogrodów botanicznych, wspaniałej, egzotycznej roślinności i historycznej zabudowy orientalnej.

Singapur - szklane miasto
Chinatown
Po odnowieniu tętniąca życiem Chinatown z kolorowymi pagodami stało się jedną z najbardziej malowniczych miejsc w Singapurze.
Największą atrakcją jest Thian Hock Keng najstarsza i najważniejsza świątynia fukien w Singapurze. Drugą ciekawą budowlą jest Sti Mariamman, najstarsze hinduistyczne sanktuarium w kraju. Co roku pod koniec października odbywają się w nim obchody święta Thimithi, podczas którego wierni chodzą boso po rozżarzonych węglach.
Chinatown Herigate Centre prezentuje mnóstwo ciekawych interaktywnych wystaw na temat historii dzielnicy.
Małe Indie
Dzielnica Małe Indie ulokowała się wokół Serangoon Rd, na północ od kolonialnej dzielnicy. Unoszący się w powietrzu zapach przypraw stanowi jej nieodłączną część, podobnie jak muzyka filmowa z Bollywood i malownicze boczne uliczki.
Little India Arcade z licznymi ciekawymi sklepami stoi naprzeciwko gwarnego targu Tekka Centre. Świątynia Sri Veeramakaliamman, poświęcona bogini Kali, jest jedną z najpopularniejszych wśród Tamilów. W buddyjskim sanktuarium Sakaya Muni Buddha Gaya zwanym Świątynią Tysiąca Świateł, znajduje się 15-metrowy posąg siedzącego Buddy, a także mnóstwo żarówek.
W zapuszczonych alejkach za Desker Rd mieszczą się niesławne domy publiczne i kawiarnie ze stolikami na zewnątrz, przy których robi się świetne interesy. Jest to spuścizna po starej Bugis St, obecnie odrestaurowanego handlowo-restauracyjnego rejonu, bliżej dzielnicy kolonialnej.

Sentosa
Ale Singapur to także rozrywka i wspaniały wypoczynek, a przypomina nam o tym wyspa Sentosa. Zbudowano na niej oceanarium, w którym poprzez szklany korytarz można doznać wrażenia wędrowania wśród morskich stworzeń. Ale to nie jedyne zwierzęta, jakie można zobaczyć na wyspie - na odważnych czeka krokodylarium z olbrzymią ilością tych ciekawych gadów, zaś dla ludzi o słabszych nerwach kolorowe muzeum motyli. Na pięknych, piaszczystych plażach można poleniuchować lub z zapałem oddać się sportom wodnym. Czynne jest również pole golfowe.
Jest jeszcze jedna ważna sprawa, która na pewno zainteresuje każdego chcącego odwiedzić Singapur - w tym mieście prawie nie notuje się przestępstw. Singapur jest uważany za jedno z najbezpieczniejszych miejsc świata. Dodatkowo zaskakuje tu niespotykana w Azji południowej czystość, a za zaśmiecanie chodnika można zostać ukaranym wysoką karą pieniężną. Co jeszcze można zapragnąć, a no wiadomo - strawy. I tu się nie zawiedziemy, bowiem kuchnia singapurska jest doskonała, wyjątkowo urozmaicona i kolorowa. O każdej porze dnia i nocy można dobrze zjeść, a ceny nie odbierają apetytu. Serwuje się tu zarówno typowe jedzenie, jak i np. mięso węża. Dodatkowego smaczku potrawom dodaje ich piękny sposób podania.
Wednesday, February 20, 2008
Bawół

Charakter urodzonych pod chińskim znakiem Bawołu
Kto urodził się w roku Bawoła, ten ma spokojną i serdeczną naturę. Podchodzi ze spokojem do zmiennych okoliczności życia i nie martwi się niczym na zapas. Bawół wierzy w swoją szczęśliwą gwiazdę, jest pracowity i uczynny. Te cechy charakteru sprawiają, że jego ambitne plany zwykle wieńczy sukces.
Bawół jest niezwykle wytrwały i stara się, aby efekty wszystkich jego działań były trwałe. Nie zależy mu na prowadzeniu, nie pragnie zaszczytów, choć ceni sobie pieniądze i wygody, jakie może za nie kupić.
Trafnie ocenia ryzyko, jakie musi ponieść i zwykle zdobywa w życiu dobre stanowisko i pokaźny majątek. Jego kariera Bawoła nie jest błyskotliwa czy pełna niezwykłych zwrotów akcji, bo Bawół nigdy nie ryzykuje bez potrzeby. Staje się w życiu mistrzem kalkulacji i ostrożności, zawsze jest dobrze ubezpieczony na wypadek niepowodzenia.
Nie pracuje jednak tylko dla pieniędzy. Ma swoje ideały i chętnie pomaga innym ludziom. Potrafi zrozumieć i zaakceptować czyjś punkt widzenia. Nie spiera się z szefem i nie krytykuje osób, które są ponad nim w hierarchii. Chętnie dyskutuje i zasięga porady, choć najważniejsze decyzje podejmuje zawsze sam. Nie lubi być poganiany i pospieszany. Uważa, że zawsze można znaleźć czas na chwilę medytacji i zastanowienia. Od podjętej decyzji trudno go odwieść, tym bardziej, że Bawół szybko rozpoznaje intrygi i podstępy.
Choć Bawół jest przyjaźnie nastawiony do ludzi i nie potrafi się długo gniewać, to wobec swoich prawdziwych wrogów może być wyrachowany, a nawet okrutny. Biada każdemu, kto potrafi go rozzłościć! Bawoły nie lubią żartów na swój temat i są bardzo skrupulatne w liczeniu pieniędzy.
W miłości Bawół szuka przede wszystkim zrozumienia i bezpieczeństwa. Nie lubi mówić o swoich uczuciach, a jego skromność często zmienia się w kompleksy. Łatwo go przypadkowo zranić i zniechęcić. Kto jednak zdobędzie miłość Bawoła, ten może liczyć na bardzo szczęśliwe życie rodzinne. Bawół troskliwie opiekuje się swoimi bliskimi i dalekimi krewnymi, nie szczędzi też środków aby w razie potrzeby pomóc swoim przyjaciołom.
Woły są na ogół dobrego zdrowia i nie muszą przesadnie dbać o kondycję. Jednak z wiekiem mogą przybierać na wadze. Odpowiednie są dla nich wszystkie rodzaje sportu, które wymagają przebywania na świeżym powietrzu.
Zaletami urodzonych w latach Bawoła jest cierpliwość i ostrożność, a także wierność i poczucie wspólnoty z innymi ludźmi.
Wadą bywa niezwykle silny upór i obawa przed podejmowaniem ryzyka.
Po uwaznym przeczytaniu tego opisu wychodzi mi, ze jestem zdecydowanie pol bawol :
- co zlego i upartego to nie ja :P
- pieniedzy raczej nigdy nie liczylam ( o tym moze wypowiedziec sie moj maz , albo lepiej niech sie nie wypowiada )
- z kazdym swoim szefem zawsze dyskutowalam i wyklocalam sie o swoje i innych racje :D
- wrogow nie mam ( przynajmniej nie wiem, ze mam )
- cierpliwosci i ostroznosci mi czesto brak
Tak sie zastanawiam co ma waga do bawola :D
Chiński kalendarz
Chiński kalendarz i tradycyjne chińskie miary czasu to w rzeczywistości kilka systemów liczenia i nazywania:
- kalendarz księżycowy - z cyklem sześćdziesięcioletnim;
- kalendarz rolniczy - słoneczny (obecnie nieużywany);
- kalendarz zodiakalny - z cyklem dwunastoletnim (Ziemskie gałęzie).
Chiński kalendarz składa się z sześćdziesięcioletnich cykli, które stanowią kombinację dwunastu Ziemskich Gałęzi (Ziemskich Konarów) reprezentowanych przez 12 zwierząt i pięciu Niebiańskich Pni ukazywanych przez 5 żywiołów: woda, ziemia, drewno, ogień, metal- każdy w wariancie ying lub yang. Opiera się na precyzyjnej obserwacji wysokości słońca oraz faz księżyca.
Pory dnia
- godzina szczura (chin. 子) godz. 23-1
- godzina bawołu (chin. 丑) godz. 1-3
- godzina tygrysa (chin. 寅) godz. 3-5
- godzina królika (chin. 卯) godz. 5-7
- godzina smoka (chin. 辰) godz. 7-9
- godzina węża (chin. 巳) godz. 9-11
- godzina konia (chin. 午) godz. 11-13
- godzina owcy (chin. 未) godz. 13-15
- godzina małpy (chin. 申) godz. 15-17
- godzina koguta (chin. 酉) godz. 17-19
- godzina psa (chin. 戌) godz. 19-21
- godzina świni (chin. 亥) godz. 21-23
Taki maly urywek dla ciekawskich :) i kolejny dowod jak mi sie zycie skomplikowalo. :P
Thursday, February 14, 2008
Zyczenia Walentynkowe
Wednesday, February 13, 2008
Herbaciarnia
Oczywiscie nie obylo sie bez wykladu na temat herbaty, co sie bedzie dzialo, co mi wolno co nie :) rozsiadamy sie wygodnie na poduchach , po chwili przychodzi ono ( ono bo trudno mi sprecyzowac czy on czy ona) i zaczyna sie rytual przyrzadzania herbaty. Patrze zafascynowana i mysle, ze znow czegos nowego sie nauczylam. Do herbatki skarbik zamowil rozne dziwne cuda w postaci czarnego jajka gotowanego 3 dni w herbacie i chinskich ziolach, kulki ryzowe z sezamowym nadzieniem w rozanej herbacie i cos co przypomina knedle tyle, ze jedne biale a drugie zielone nadziane dziwna masa.
Jajko ostroznie probuje, starajac sie robic dobra mine do zlej gry. Wbrew moim staraniom skarbik nie daje sie nabrac i wyjmuje mi jajo z reki mowiac : jak ci nie smakuje to nie jedz. ( ufff ) Kuleczki ryzowe smakuja bosko, knedelki trudno okreslic smakowo ale sa zjadliwe hihi. Po herbaciano- jajowym posilku i upewnieniu sie czy wiem gdzie jestem, czy sobie sama poradze skarb zmyka do pracy. Decyduje sie polazic po chinskiej dzielnicy w poszukiwaniu prezentow dla rodzinki i znajomych. Po 30 min lazenia i grzecznym odmawianiu proponowanych masazy, uszycia sarongu, po kupieniu paru prezentow siadam w cafejce w cieniu parasola. Dzwoni skarbik z zaproszeniem na pozny obiad ale ja decyduje sie na powrot do domu bo mam dosyc upalu i kulinarnych przezyc :D
Malezja.
Posuwamy sie w korku szczesliwi, ze udalo nam sie znalezc droge. Studiujemy mape i nic nam sie nie zgadza. Drogi z mapy nie zgadzaja sie absolutnie z drogami w rzeczywistosci. W dodatku ktos ukradl wiekszosc znakow drogowych bo sa one wielka rzadkoscia. Przy niektorych skrzyzowaniach pojawia znak drogowy dajacy nam dwie mozliwosci, jazde w kierunku granicy singapurskiej lub w kierunku nieznanym.
Do granicy nie zmierzamy jechac bo przeciez caly czas usilnie od tej granicy staramy sie oddalic. Wybieramy nieznany kierunek przeciwny granicy. Po godzinie jazdy w zlowim tempie w korku aut ( 3 pasy ruchu 4 rzedy pojazdow) ladujemy dokladnie w tym samym miejscu z ktorego wyjechalismy czyli przy granicy. Postanawiamy nie dac za wygrana i ponownie jedziemy w kierunku autostrady, lecz tym razem decydujemy sie na zwykla droge rezygnujac z autostrady. Jakims cudem udaje nam sie dotrzec do hotelu. Hotel pomine milczeniem jak i muchy w restauracji. Idziemy szukac plazy. Niestety zamiast plazy znajdujemy duzy plac budowy osiedla i oblozone kamieniami wybrzeze morza, ktore przypomina metna zupe czyli miejski sciek.
Zastanawiamy sie co za naiwna dusza zechce mieszkac nad sciekiem :D
Wracamy zawiedzeni i rozczarowani do hotelu. W drodze powrotnej do Singapuru postanawiamy jechac do drugiego przejscia granicznego aby uniknac znow krazenia dookola w miejskim korku. Jedziemy na wyczucie bo znakow jak nie bylo tak nie ma. Podziwiamy palmy kokosowe, liczne stragany z owocami i warzywami,
nowe osiedla mieszkaniowe w trakcie budowy. Tu tez zastanawiamy sie kto zechce zamieszkac w srodku odludzia, w sasiedztwie lasow palmowych z wlochatymi grzybkami w postaci czarnych wdow i pelzjacych roznego typu wezy.
Wkoncu jakis znak, ze do Singapuru w prawo. Jedziemy a drogi w prawo nie widac. Po kilku kilometrach na horyzoncie pojawia sie jakas droga , krzycze do meza : skrecaj !! Maz twierdzi, ze to chyba nie ta droga ale reaguje na moj krzyk i skreca . No i mial racje , okazalo sie, ze wyladowalismy w srodku chinskiego cmentarza rozciagajacego sie po obu stronach drogi w postaci pagorkow!!
Decydujemy sie na jazde dalej bo jak juz tu jestesmy to cos jeszcze moze uda nam sie zobaczyc!. I tym sposobem dojezdzamy spowrotem do glownej drogi. Ironia losu : ) Moj maz okazuje sie madrzejszy od mapy i udaje sie w poscig za wymijajacym nas autem z singapurskimi nr. rej. Tym cudem dojezdzamy do granicy ,na ktorej czeka nas sznur samochodow
i napisy” Smierc za przewoz narkotykow” Wyrazam glosno swoje mysli iz mam nadzieje, ze nikt nam niczego nie podrzucil bo ja chce wkoncu dojechac do domku i nie mam ochoty pozbywac sie swojej glowy !!!. Przypomina mi sie historia pewnego australijczyka niedawno zlapanego tu na granicy z jakas smiesznie mala iloscia. Wyrok wykonano na nim w ciagu 24h tak, ze ambasador, ktory przyjechal na drugi dzien nie mial po co przyjezdzac. Po godzinie przekraczamy granice. W tym dniu Singapur wydaje mi sie najcudowniejszym krajem na ziemi, nawet roslinnosc jest cudowniejsza, bardziej przyjazna i zielona a kierowcy bardziej normalni. Maz stwierdzil, ze bez kompasu do Malezji juz sie nie wybierze :D a ja ogolnie czuje sie rozczarowana, Pojechalam ogladac biale plaze, lazurowe morze i koralowce reklamowane na stronakch inernetowych a zobaczylam biede, brud gorszy niz w Maroku czy Meksyku.
Nastepna wyprawa do Malezji to wyspa Sibu polecana przez skarbika.
Esplanade Park
Esplanade Park – cos pomiedzy jarmarkiem a wesolym miasteczkiem pekajacym w szwach od masy ludzi wydzielajacej niesamowite ilosci energi cieplnej ( jak by malo bylo im temperatury powietrza.) Caly park przystrojony w lapiony, swiatelka, kwitnace drzewka i mase szczurkow w przeroznych formach i kolorach.
Orkiestra gra noworoczny koncert nawet calkiem mily dla ucha.
Przebierancy wypowiadaja rozne madrosci ( moj domysl po reakcjach publicznosci bo nie znam chinskiego)
a my udajemy sie w kierunku pawilonow w poszukiwaniu czegos do picia. Przeciskajac sie przez tlum wsrod kramikow z roznosciami zostaje nagle zlapana za reke i przyciagnieta do jednego z nich. Produkt naturalny o dzialaniu oczyszczajaco- wybielajacym w postaci kremu zostaje sila zademonstrowany na mojej dloni. Aby uwolnic sie od demonstracji innych produktow szybko decyduje sie na kupno kremu. Obok kramikow z cudami jarmarcznymi nastepny ciag tym razem z jedzeniem.
Przebijamy sie przez nastepna skupiona mase ludzka. Czuje, ze za chwile rozplyne sie z goraca, slysze jakies mruczenie meza za plecami na temat kupna czegos do jedzenia. Dodaje mi to sil i z wieksza energia przepycham sie przez tlum udajac calkowicie glucha. Docieramy do konca parku .Wzdluz brzegow River skupia sie coraz wiecej ludzi, gramolimy sie na most ( tam wkoncu jest powietrze i mozna normalnie oddychac) i czekamy co sie bedzie dzialo. Po 10 min zaczal sie pokaz sztucznych ogni i wrzask pelnej zachwytu masy ludzkiej. Obiecuje sobie : nigdy w zyciu wiecej powitan nowego roku nie bede ogladac. Gotowanie sie w masie ludzkiej raz mi wystarczy !!! Przy wjezdzie do domu niespodzianka, wjazd blokuje woz stazy pozarnej. Spalilo sie biuro administracji.
Friday, February 8, 2008
Życie po chińsku ... ponownie w najbardziej nie oczekiwanym momencie życie spłatało mi figla i przewróciło wszystko do góry nogami. / w stosunku do Polski i Dani chodzę do góry nogami /
Wrzesień / Październik 07
Po 2 miesiącach dyskusji i pertraktacjach udało sie w końcu meżowi podpisać kontrakt z nowa firma. Szczęśliwie doleciał do Singapuru a nie do Korei .Tam chcieli go wysłać na przekór tego, że w kontrakcie pisze czarno na białym SINGAPORE (nie ma to jak porządek w kadrach ) mąż poszukuje mieszkania z pośrednikiem a ja w necie. W końcu po ponownych konfrontacjach z firma i zgodzie na wyższe opłaty mieszkaniowe udaje się nam wspólnie znaleźć mieszkanie w przyzwoitym kompleksie. Jadę do Polski kończyć remont mieszkania i walczyć w urzędach z polska biurokracja.
Listopad 07
Stres, stres i jeszcze raz stres. Pakuje po raz nie wiem który rzeczy do Singapuru. Mogę zapakować tylko co najbardziej będzie nam potrzebne przez najbliższe 5 lat. Mam do dyspoyzcji kontener pojemności 5 kubików a ja potrzebuję 15 !! Wydaje mi sie, że wszystko mi sie przyda !! W końcu przyjeżdża firma transportowa i zabiera te najbardziej potrzebne manele. Miedzy szałem pakowania wykańczam nadal dom. Udaje mi sie po ściągnąć znajomych rzemieślników ocieplić wreszcie strych, przygotować ogród do zimy oraz skończyć tysiąc innych drobiazgów w środku domu. Wyjazd do Polski. Krążę między szpitalem w Zdunowie gdzie mama leży po operacji kolana a urzędami w Szczecinie. Przyjeżdża siostra więc mogę wracać do Dani. Mam 1 dzień na spakowanie walizki, ustalenie ostatnich spraw z sąsiadami. 27 listopada ląduje na lotnisku w Singapurze. Gorąco, duszno istna sauna a przecież jest tu zima. Nie mam bladego pojęcia jak wytrzymam latem. Na razie nie myślę o tym. 30.11 idziemy na imprezę firmową. Tu przekonuje sie, że najważniejszm punktem każdej imprezy jest losowanie nagród.
Grudzień 07
Nadal przechodzę okres aklimatyzacji, nadal nie mogę spać po nocach. Urządzam mieszkanie, zawieram znajomości. Kupuje różne meble itp. Szczęśliwie sąsiadka dunka mieszkająca tu prawie dwa lata podpowiada mi wiele praktycznych rzeczy. Pod koniec grudnia maja przywieźć nasze manatki. Święta będą nie typowe bez śniegu bez rodziny. 3 dni przed przywiezieniem naszych manatków mąż wpada na genialny pomysł i zaprasza na obiad 3 Polaków z firmy współpracującej z jego firma. Zapowiadam mu, że może sobie zapraszać kogo chce ale obiadu nie będzie bo nie mam garów i piekarnik nie działa!! Nie myślę juz o świętach bez piekarnika, nie mam sił . Dzień przed wizyta udaje mi sie kupić jakieś gary i żarcie. Będzie meksykańskie jedzenie. Jak nie będzie im smakować to nie będą jedli , mówi sie trudno. Święta postanawiamy z zaproszonymi gośćmi spędzić w pobliskiej brazylijskiej restauracji.
Wigilia w restauracji przypominają bardziej Sylwestra niż wigilie. Na każdym krzesełku leżała paczuszka i kapelusz. Kolacje wigilijna zjedliśmy w akompaniamencie gwizdków, piszczałek i innego hałaśliwego ustrojstwa/zawartość paczuszki/. Sylwester spędziliśmy w Traders Hotel ze znajomi norwegami w akompamencie wyjącej muzyki. Pocieszam sie, ze następne święta będę normalne nie po chińsku !! Marzy mi się barszcz z uszkami, serniczek i makowiec . mmmmmmm
Styczeń 08
Przypominam sobie o przyjacielu z czasów szkolnych. Po paru dniach udaje mi się odszukać uobuza. NA SZCZĘŚCIE mieszka nadal w Singapurze.
Sąsiadka wyciąga mnie na kurs gliniarstwa. Raz w tygodniu siedzę i bawię sie glina tworząc rożne arcydzieła nie przypominające niczym tego czym miały być . Zamiast wazonu wyszedł mi półmisek !!! Ale skoro maja być artystyczne to niech będzie miska zamiast wazonu. Nawiązuje kontakt w skarbem ( tak sobie zażyczył aby go nazywać :D a skoro sobie życzy niech ma, obiecał mi polska kiełbasę ze swojego zamrażalnika hihii ) Skarb odwiedza nas w domu i odchodzę do wniosku, że mimo tylu lat nic a nic nie wydoroślał. Jest tak samo szalony jak był w liceum. Oddycham z ulga, ze nie zramolał i nie zdziczał. W mieście szal przygotowań do Nowego Chińskiego Roku. Wychodzi, że będę obchodzić Nowy Rok podwójnie. Skoro postarzałam sie o 7 godzin ( różnica czasu ) to mogę sie odmłodzić o miesiąc i obchodzić Nowy Rok 6 lutego a nie 1 stycznia !!
Odkrywam stronke w necie stronke Nasza klasa. Odnajduje tam znajomych z czasow szkolnych. Duzo refleksji, wspomnień i emocji.
Luty 08
Spotkanie ze skarbem i o zgrozo skarbik stwierdza, że mam subtelnego męża !! Idziemy do restauracji skarbika znajomych rodowitych chińczyków. Skarbik zamawia jedzenie po chińsku a ja nic nie rozumiejąc zastanawiam sie jakie robaczki nam podadzą!! Ku mojemu zdziwieniu i uciesze podano zjadliwe jedzonko, moje ulubione dumpligs i sałatkę z tartych ziemniaków ( cudo ). Na koniec na stół wjechała ryba w śmieciach ( ryba w wywarze różnych dziwnych warzyw i kawałków chilli) Jemy rybę, śmieci zostawiamy. Skarbik po szarmancku serwuje wyjaśnia i objaśnia. Jednym słowem Wersal. Po sutym posiłku udajemy sie zwiedzać dzielnice chińską Chinatown. Tysiące ludzie, stragany ze wszystkim i z niczym. Skarbik kupuje rożne dziwne specjały w postaci surówki z zielonego mango, kandyzowanych owoców i słodyczy z kokosowych wiórek smażonych na parze. Mamy to na polecenie skarbika skonsumować po powrocie do domu.O zgrozo chyba dożyje jutrzejszego dnia!!
Nowy Rok Chiński. mąż wpada na kolejny genialny pomysł. Chce sie dusić w masie milionów ludzi w Chinatown !!! Kategorycznie mowie NIE ! To istne szaleństwo a ja jeszcze jestem przy zdrowych zmysłach. W końcu daje sie przekonać do pozostania w domu.







