
Tylko to, co w sercu płonie wiecznym jest - to pamięć nasza....
Milych Walentynek
Oczywiscie nie obylo sie bez wykladu na temat herbaty, co sie bedzie dzialo, co mi wolno co nie :) rozsiadamy sie wygodnie na poduchach , po chwili przychodzi ono ( ono bo trudno mi sprecyzowac czy on czy ona) i zaczyna sie rytual przyrzadzania herbaty. Patrze zafascynowana i mysle, ze znow czegos nowego sie nauczylam. Do herbatki skarbik zamowil rozne dziwne cuda w postaci czarnego jajka gotowanego 3 dni w herbacie i chinskich ziolach, kulki ryzowe z sezamowym nadzieniem w rozanej herbacie i cos co przypomina knedle tyle, ze jedne biale a drugie zielone nadziane dziwna masa.
Jajko ostroznie probuje, starajac sie robic dobra mine do zlej gry. Wbrew moim staraniom skarbik nie daje sie nabrac i wyjmuje mi jajo z reki mowiac : jak ci nie smakuje to nie jedz. ( ufff ) Kuleczki ryzowe smakuja bosko, knedelki trudno okreslic smakowo ale sa zjadliwe hihi. Po herbaciano- jajowym posilku i upewnieniu sie czy wiem gdzie jestem, czy sobie sama poradze skarb zmyka do pracy. Decyduje sie polazic po chinskiej dzielnicy w poszukiwaniu prezentow dla rodzinki i znajomych. Po 30 min lazenia i grzecznym odmawianiu proponowanych masazy, uszycia sarongu, po kupieniu paru prezentow siadam w cafejce w cieniu parasola. Dzwoni skarbik z zaproszeniem na pozny obiad ale ja decyduje sie na powrot do domu bo mam dosyc upalu i kulinarnych przezyc :D
Posuwamy sie w korku szczesliwi, ze udalo nam sie znalezc droge. Studiujemy mape i nic nam sie nie zgadza. Drogi z mapy nie zgadzaja sie absolutnie z drogami w rzeczywistosci. W dodatku ktos ukradl wiekszosc znakow drogowych bo sa one wielka rzadkoscia. Przy niektorych skrzyzowaniach pojawia znak drogowy dajacy nam dwie mozliwosci, jazde w kierunku granicy singapurskiej lub w kierunku nieznanym.
Do granicy nie zmierzamy jechac bo przeciez caly czas usilnie od tej granicy staramy sie oddalic. Wybieramy nieznany kierunek przeciwny granicy. Po godzinie jazdy w zlowim tempie w korku aut ( 3 pasy ruchu 4 rzedy pojazdow) ladujemy dokladnie w tym samym miejscu z ktorego wyjechalismy czyli przy granicy. Postanawiamy nie dac za wygrana i ponownie jedziemy w kierunku autostrady, lecz tym razem decydujemy sie na zwykla droge rezygnujac z autostrady. Jakims cudem udaje nam sie dotrzec do hotelu. Hotel pomine milczeniem jak i muchy w restauracji. Idziemy szukac plazy. Niestety zamiast plazy znajdujemy duzy plac budowy osiedla i oblozone kamieniami wybrzeze morza, ktore przypomina metna zupe czyli miejski sciek.
Zastanawiamy sie co za naiwna dusza zechce mieszkac nad sciekiem :D
Wracamy zawiedzeni i rozczarowani do hotelu. W drodze powrotnej do Singapuru postanawiamy jechac do drugiego przejscia granicznego aby uniknac znow krazenia dookola w miejskim korku. Jedziemy na wyczucie bo znakow jak nie bylo tak nie ma. Podziwiamy palmy kokosowe, liczne stragany z owocami i warzywami,
nowe osiedla mieszkaniowe w trakcie budowy. Tu tez zastanawiamy sie kto zechce zamieszkac w srodku odludzia, w sasiedztwie lasow palmowych z wlochatymi grzybkami w postaci czarnych wdow i pelzjacych roznego typu wezy.
Wkoncu jakis znak, ze do Singapuru w prawo. Jedziemy a drogi w prawo nie widac. Po kilku kilometrach na horyzoncie pojawia sie jakas droga , krzycze do meza : skrecaj !! Maz twierdzi, ze to chyba nie ta droga ale reaguje na moj krzyk i skreca . No i mial racje , okazalo sie, ze wyladowalismy w srodku chinskiego cmentarza rozciagajacego sie po obu stronach drogi w postaci pagorkow!!
Decydujemy sie na jazde dalej bo jak juz tu jestesmy to cos jeszcze moze uda nam sie zobaczyc!. I tym sposobem dojezdzamy spowrotem do glownej drogi. Ironia losu : ) Moj maz okazuje sie madrzejszy od mapy i udaje sie w poscig za wymijajacym nas autem z singapurskimi nr. rej. Tym cudem dojezdzamy do granicy ,na ktorej czeka nas sznur samochodow
i napisy” Smierc za przewoz narkotykow” Wyrazam glosno swoje mysli iz mam nadzieje, ze nikt nam niczego nie podrzucil bo ja chce wkoncu dojechac do domku i nie mam ochoty pozbywac sie swojej glowy !!!. Przypomina mi sie historia pewnego australijczyka niedawno zlapanego tu na granicy z jakas smiesznie mala iloscia. Wyrok wykonano na nim w ciagu 24h tak, ze ambasador, ktory przyjechal na drugi dzien nie mial po co przyjezdzac. Po godzinie przekraczamy granice. W tym dniu Singapur wydaje mi sie najcudowniejszym krajem na ziemi, nawet roslinnosc jest cudowniejsza, bardziej przyjazna i zielona a kierowcy bardziej normalni. Maz stwierdzil, ze bez kompasu do Malezji juz sie nie wybierze :D a ja ogolnie czuje sie rozczarowana, Pojechalam ogladac biale plaze, lazurowe morze i koralowce reklamowane na stronakch inernetowych a zobaczylam biede, brud gorszy niz w Maroku czy Meksyku.
Nastepna wyprawa do Malezji to wyspa Sibu polecana przez skarbika.
Esplanade Park – cos pomiedzy jarmarkiem a wesolym miasteczkiem pekajacym w szwach od masy ludzi wydzielajacej niesamowite ilosci energi cieplnej ( jak by malo bylo im temperatury powietrza.) Caly park przystrojony w lapiony, swiatelka, kwitnace drzewka i mase szczurkow w przeroznych formach i kolorach.
Orkiestra gra noworoczny koncert nawet calkiem mily dla ucha.
Przebierancy wypowiadaja rozne madrosci ( moj domysl po reakcjach publicznosci bo nie znam chinskiego)
a my udajemy sie w kierunku pawilonow w poszukiwaniu czegos do picia. Przeciskajac sie przez tlum wsrod kramikow z roznosciami zostaje nagle zlapana za reke i przyciagnieta do jednego z nich. Produkt naturalny o dzialaniu oczyszczajaco- wybielajacym w postaci kremu zostaje sila zademonstrowany na mojej dloni. Aby uwolnic sie od demonstracji innych produktow szybko decyduje sie na kupno kremu. Obok kramikow z cudami jarmarcznymi nastepny ciag tym razem z jedzeniem.
Przebijamy sie przez nastepna skupiona mase ludzka. Czuje, ze za chwile rozplyne sie z goraca, slysze jakies mruczenie meza za plecami na temat kupna czegos do jedzenia. Dodaje mi to sil i z wieksza energia przepycham sie przez tlum udajac calkowicie glucha. Docieramy do konca parku .Wzdluz brzegow River skupia sie coraz wiecej ludzi, gramolimy sie na most ( tam wkoncu jest powietrze i mozna normalnie oddychac) i czekamy co sie bedzie dzialo. Po 10 min zaczal sie pokaz sztucznych ogni i wrzask pelnej zachwytu masy ludzkiej. Obiecuje sobie : nigdy w zyciu wiecej powitan nowego roku nie bede ogladac. Gotowanie sie w masie ludzkiej raz mi wystarczy !!! Przy wjezdzie do domu niespodzianka, wjazd blokuje woz stazy pozarnej. Spalilo sie biuro administracji.